Wrzesień 07 2010 23:43:40
Wyszukiwarka
Kategorie wpisów
· Studia
· Życie
· Writing
· Galeria
· Internet
· Prohibitorium
Linki
ldziadziak
LnxTx

Introwertyzm.pl'
Gimpuj.info
Sufixx Shell Server
SupTime Project
Universitada ~ Pieśni I-III
Epopeja studencka wydziału Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego (Studia Licencjackie 2008-2011) Rok I, semestr I.

Dostępna również wersja w pdf - Universitada-PI-III.pdf


Universitada


Pieśń I

 

Gniew Ireny1, bogini, obfity w klęski, opiewaj,
Test bowiem dała w okrucieństwie Erynie przewyższający,
Karki niesfornych jako Cyklopi żaków łamiący!
Takić cierpień nawet Apollo Achajom długowłosym nie skorżył,
Tyleć mąk nawet organ prometejowy byłby nie zdziorżył,
Więc prosim Cię, Boże Abramowy, biednych nas od zguby schroń!

Dzień przeklęty2 zapowiadał się dla plemion studenckich.
Pogoda czegodla złą dnia tego była
Opowie Wam, ludy, ma pieśń miła:
Od świtania Posejdon w fale na Odrze swym łokciem bił,
A Pan Mietek3, przez Dionizyjego podjuszony, za 3,50 trunek4 pił.
Napitek ów boski w swą gardziel, niczym w Tartar bezkresny, lał,
A upiwszy się wniebogłosy dytyramby melodyjne śpiewał5.

Za prędkogardłym Mietkiem Panem, w owy dzień,
Gmach Uniwersytetu butnie ku niebu wznosił się.
W oknach budowli zacnej tramwajów skrzył się blask,
Z rozklekotanych jedenastek, brudnych ósemek i królewskich szóstek niósł się studencki wrzask.         
W jednym z okien, niebiosom bliższemu, stał wnuk Kronida - Tytan Miodek6.
W dłoni papieros dzierżył. Z niego zaś popiół szybował na spodek
Porcelanowy, z kunsztem bogów godnym wykonany, w zielone kwiatki zdobny.
Tak więc stojąc, orlim wzrokiem w dal wzierając bogom był nadobny:
W twarzy jego Ateny mądrość, w brwiach apollowe piękno,
A w potężnym, najdoskonalszym nosie - dym (po papierosie).
Łokieć o parapet z olimpowego marmuru wykonan opierał,
A na przedręczu, a zadłoniu, w męskiego włosia gęstowiu bliznę miał.
Bliznę, która dumnie heroiczną postać jego zdobiła -
Czy nie warto by wiedzieć, cóż za żmija ją zczyniła?

Otóż opowiem to tak, jak to bardowie wieszczą,
Choć nie w formie powieści wielkiej, którą księgi liczne zmieszczą:
Był wtenczas Miodek zaledwie dzieckiem małym,
O którego czynach narody jeszcze nie posłyszały,
Ledwie Laert go z kołyski był wyciągł,
Gdy ten łeb Hydry paznokciem u stopy przyciął.
Paznokieć ów był prawdziwie wspaniały,
Kruszca takiego nawet kuźnie Hadesu nie widziały,
Twardziwem swym sam ząb zeusowy przewyższał,
Lecz wróćmy do dziejów blizny - bo to jest dopiero wystrzał!

Dnia owego pamiętnego, młody Miodek misję miał do spełnienia,
Misję straszną i trwożącą - potwora do wykarmienia!
Stwór groźny a bardzo włochaty i smrodliwy to był,
Ślepia miał tępe, zębiska żółte a brudne, z pyska zaś pianę bił.
Uwięzion w klatce ze stali hefajstowej hałaśliwie jęczał,
Z zadu jego potwornego ogon krótki niczym kikut sterczał.
Chłopiec pięknowłosy zwierza co dzień karmić musiał,
Choć ten był zły i groźny - nieustannie w trociny siusiał.
Dzień był to więc marcowy, wiosny pierwsze tchnienie,
Po niebie, niczym po pastwisku krowy, snuły się jelenie7.
Młodzieniec klatki ze zwierzem drzwi żelazne otwierał,
A potwór straszny na niego wzrokiem złowieszczym wzierał.
Jednak heros ni przez chwilę wahać się jążył!
Ledwie do wnętrza rękę z pokarmem włożyć zdążył,
Stwór długozęby ku niemu się brutalnie rzucił,
Z prędkością szybkonogiego Achilla w bój się puścił,
Krew strumieniami czarnymi po kratach trysnęła,
A przeraźliwa mina twarz Miodka w bólu zjęła.
Wieść o tej masakrze przez lata jeszcze nieść się niosła,
Janka pogryzł chomik8 - historia to nieradosna.


Pieśń II


Miodkowi Wspaniałemu, mężowi nad męże, papieros się już kończy.
Zajrzyjmy więc do sali obok, by ujrzeć co w niej się dzieje,
Bo cyrk doprawdy tam dziwny i niezwykły, lecz nikt się nie śmieje:
Grupa liczna, z numeru trzecia, stoi w milczeniu pod ścianą,
Widać trwogę w twarzy Piotra, łzy ronione przez Kasię tak zwaną.
Pozostali wszyscy miny też nietęgie mają,
Niczym Trojanie walczący przeciw długowłosym Achajom.
Stoją tak pod ścianą brudną i zimną wielce niezadowoleni,  
Czekają na rozkazy, tępo się patrzą, z komórek ogołoceni.  
W końcu padają dźwięczne komendy z ust Złotowłosej Pani:
"Ty złotko do pierwszej, ty do drugiej, ty za drzwi, a ty do bani!"
Wszyscy rozsadzeni, egzemplarze swoje otrzymują,
Widać jak więdną nadzieje, co ich przy życiu utrzymują.

Zaprawdę powiadam Wam - pytania w kartach tak harde widniały,
Iż serca biednym studentkom z piersi kształtnych wyrwać się chciały.
Studenci zaś dzielnie przy swym męstwie jako Roland ostawać chcieli,
Dlatego poważne, niewzruszone niczym Agamemnona maska twarze mieli.
Mądrość wrodzona na nic licznym żakom się tu zdała,
Bo pytań chwytliwość nawet spryt odysowy przerastała.
Takich zagadek misternych Sfinks byłby nie stworzył,
Nawet jiźli go Roland by jakim Durendilem możył,
On w jednej karcie podstępu takiego by nie zmieścił.
Lecz nie o Rolandzie czy Sfinksie mówią słowa tej pieśni.

Po minutach dziewięćdziesięciu opuściła salę młodzieży gromada.
Nikt nie przypuszczał, że dnia tego Siła Wyższa tyle cierpień im zada.
Klną (co nie przystoi) wniebogłosy najzacniejsze dziewoje,
Mężowie zaś strwożeni to na bogów się zaklinają, to na wspaniałą Troję.
Z sercami złamanemi kroczą wszyscy pod salę kolejną,  
Dwójkami idą, lecz nie do nieba, bo wiedzą, że klątwy poprawek z siebie nie zdejmą.
Wujek Samo Zło - we własnej osobie - wita ich u przeklętej sali progu,  
Na co studenci za życie dane poczynają złorzeczyć Bogu.

"Wy, którzy tu wchodzicie, żegnajcie się z wszelaką nadzieją!
Tu komórki zasięg tracą, tu bogowie dobroduszni nie istnieją,
Tu, w labiryncie waszych lektur łamigłówek, nie pomoże nawet Aryjadna,
Choć kobieta to, przyznam, całkiem ponętna a powabna.  
Tu nie znajdziecie lipy, co was cieniem przed ogniem pytań mych schroni,
Tu każdy student, jak Minotaur bezmózgi, próżno siły trwoni!
Lecz przejdźmy do rzeczy - pytania mam na was niczym srogie baty:
Wymiary łodzi Tristana, rok produkcji bambusowej maty,
Na której Jezus zwykł sypiać, gdy lat miał pięć i miesiąc jeden.
Co jedzą leśne rosomaki w pieśni numer trzydzieści siedem?"
A gdy diabeł ten pytaniami owemi jak gradem ognistym sypał,
Spode łba okiem swym krwawym patrzał i pianę z pyska łypał.

Nie było takich wielu, którym Mefistofela przechytrzyć się odpowiedziami udało,
A i tych, którym później psychiatra nie był potrzebny było wielce mało.
Nieliczni, co kolokwium z HLP za pierwszym razem (na trzy z dwoma) zdali,
Najświatlejsi, czystej krwi bardowie, aojdzi, filidzi wspaniali,
Co mistyczną wiedzę po przodkach nieśmiertelnych dziedziczą -
Wieszcze to! Słowackie! Mickiewicze! - Tacy to głupot nie piszą.

Bardzo wiele przez miesięcy kolejnych kilka się działo:
Bogusław Nestor, mędrzec poczciwy, mądrości w umysły żaków przelał niemało,
Marian Pięknowłosy studentom co środę, wieczorami, tajniki poezji zdradzał,
A Piotr, zaprzyjaźniwszy się z Gramatyki Boginią, co dzień do jej świątyni9 chadzał.
Lecz i bez poprawek się nie obyło, licznych jako piasku ziarna czy li na niebie gwiazdy,
Ale pisać o nich próżno, bo co i jak było - wie dobrze student każdy.


Pieśń III


W wędrówce studiów, pod koniec semestru tego, w sesji porze,
Straciwszy z oczu szlak nieomylnej drogi, w ciemnym znalazłem się borze.
Na tarczę Achilla! Hańba, bym w godzinach prawdy nic nie wiedział
I w głowie pustkę miał, jakobym z cyprysu białego do rzeki10 co zleciał.
Cóż robić, dokąd iść mam, w którą stronę?
Czy aby nie zemszczą się okrutnie księgi w kąt rzucone?
Czy lepiej mi na nauce syzyfowej noc spędzić całą,
Czy też na grupową integracyję zakrapianą iść małą?

Wybór ten - konieczny a hardy - konfliktu tak tragicznego stał się źródłem  
I rozdarcia wielkiego, iż łzy Heraklitowe roniłem i w oczach chudłem.
Lecz w porę rozum i spryt zatriumfowały nad pokusami złymi:
Pobrawszy złoto z bankomatu, udałem się uczyć razem z innymi.
Ha! - pomyślałem - nie będą mi już po nauce takowej straszne egzaminy wszystkie!
Wnet z kompaniją całą zwalczymy niewiedzę, rozświetlimy ciemności egipskie!
Myśląc o pięknych jak Afrodyta sama Koleżankach11 z roku,
Nauce w Ich towarzystwie - z lekkim zawrotem głowy przyśpieszyłem kroku.
Pamiętam nieco, jak przez mgłę, nocy tamtej pierwsze godziny,
Mądrości, lektury, Pan Tadeusz, Soplica - do mej głowy dosłownie litrami wchodziły!
Lecz co za dużo, to niezdrowo - lektur nadmiar strasznie mnie skołował,
Pamiętam jeszcze, pod stołem ktoś ze mną przed wiedzy gradem się chował.

Następnego dnia zbudziłem się, o dziwo, w łożu własnym, wczesnym ranem.
I wierzcie mi, tak mnie nauka grupowa zmogła, iż myślałem, że nie wstanę.
Jakby Mars Gniewny szalał, Zeus Gromowładny pioruny ciskał - tak mnie głowa bolała.
Straszny los studenta - chciał dobrze, lecz głowa nadal pusta - w kronosowych torsjach wiedza wyleciała.

"Do wiedzy dojrzeć trzeba" - mawiają mądre filozofy,
Odczekałem więc dni kilka jeszcze w myśl tej wzniosłej strofy.
Do nauki zasiadłem w wieczór przed egzaminem - najlepszy czas,
Bo pamięć świeża, wiedza nowa do rana przecie nie pójdzie w las.

O egzaminach pisać wielce ciężko - serce strasznie ściska,
Student cwany jako gronostaj, a na egzaminie mądrością nie błyska.
Szczęśliwie jednak, z karaluchami wychowan twardy jest jak one,
Nie zrobią mu więc krzywdy żadnej poprawki nieuniknione.

Gdy sesja końca szczęśliwie już dobiegała,
Doszła mych uszu egzaminatorów refleksyja mała,
Co ich cieszy: Wiadomo - student mądry na poprawce,
Kiedy siedzi, trzęsie się i poci strwożony w ławce.
Lecz nową przypowieść student sobie kupi,
Że i przed sesją, i po sesji głupi.

 


  1. Mowa tu o Pani Dr Irenie Seiffert - Ulubionej Pani Doktor studentów uczących się gramatyki opisowej!

  2. Pamiętny dzień pierwszego kolokwium z fonetyki - 24.XI.08

  3. Pan - półczłowiek-półkozioł: ma tułów i twarz mężczyzny, jest cały owłosiony, ma kozie nogi, ogon, brodę, uszy i rogi.

  4. Mowa o ambrozji - trudnodostępnym nektarze bogów.

  5. Tak zwane NPA(termin fonetyczny) - Niebezpieczne Przesunięcie Akcentu (na ostatnią sylabę).

  6. Wiadomo o Kim mowa.

  7. Biegające po niebie jelenie to nieodzowny element mitologii nordyckiej.

  8. Odwołanie do postaci znanej z wykładów Teorii Komunikacji - Mariuszu, którego pogryzł chomik.

  9. Świątynia - miejsce kultu bóstwa. Zwana także potocznie "gabinetem".

  10. Lete - rzeka zapomnienia. Do mycia w jej wodach zmuszano nowo przybyłych do Hadesu. Rośnie nad nią biały cyprys.

  11. Nie nie, autor w żaden sposób nie podlizuje się Koleżankom! Duża litera to wyraz podziwu i szacunku dla Prawdziwego Piękna.

Komentarze
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Nick:

Kod potwierdzający:


Wpisz kod potwierdzający:

Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony

Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
Ostatnie artykuły
· Universitada ~ Pieśni I...
· Opracowanie ~ Francisze...
· Opracowanie ~ Francisze...
· Wypominki 3B
· Interpretacja wiersza J...
Ankieta
Romantyk jest...

najlepszym, wrażliwym, czułym mężczyzną, o którym marzy każda kobieta
najlepszym, wrażliwym, czułym mężczyzną, o którym marzy każda kobieta
45% [26 Głosów]

dobry, ale tylko jako kochanek
dobry, ale tylko jako kochanek
10% [6 Głosów]

jak baba
jak baba
7% [4 Głosów]

ciotą bez jaj
ciotą bez jaj
38% [22 Głosów]

Głosów: 58
Od: 30/10/2009 22:10
do: 14/02/2010 18:09

Archiwum ankiet