"Pożegnalne" wypominki dla byłej klasy 3B z Liceum Ogólnokształcącego imienia Tadeusza Kościuszki w Gostyninie pod wychowawstwem Pana Andrzeja Gronowskiego.
Dostępna również wersja w pdf - wypominki3b.pdf
Gall Anonim
† Wypominki: 3B †
Prolog
Pewnej bezsennej nocy naszła mnie myśl. Myśl dość niezwykła - a dokładniej - niezwykły pomysł z nią związany. Sięgając pamięcią wstecz, do poprzednich lat nauki w podstawówce i gimnazjum, uświadomiłem sobie, że byłem w mniejszym lub większym stopniu zżyty z byłymi klasami; że były w nich osoby które wyjątkowo lubiłem, które były mi obojętne, czy nawet osobnicy uznawani za mych wrogów. I mimo tego, dziś, nieraz napotykając je na ulicy z radością je witam, pozdrawiam, wypytuję je o szkołę, życie - choć nic o nim nie wiem i z pozoru mogłoby się wydawać, że niewiele mnie ono obchodzi. Pozostały mi po tych klasach (no prawie zawsze) miłe wspomnienia, ale nic więcej. I tu właśnie pojawiła się jakże głęboka refleksja, opatrzona hasłem „Co mi pozostanie po 3B, I co innym pozostanie po mnie?”. Tudzież udało mi się wyciągnąć olśniewający wniosek: jeśli nic w tej sprawie nie zrobię - nie wzniosę wspaniałego monumentu na cześć 3B - (bla, bla, bla) - nie zostanie po mnie nawet "bajorko i oset".
Kolejną rzeczą dokładającą się do "paliwa" zasilającego tego strasznego śmiecia, którym raczę zacnych gości uraczyć - jest nieodparta chęć, niemal żądza opisania w sposób zupełnie-nie-obiektywny, osobisty wszystkich osób z mojej aktualnej, a wkrótce już byłej klasy. Oczywiście można się spodziewać, że zawarte poniżej treści będą raz wychwalały i hiperbolizowały zalety niektórych osób, po to bym mógł je za chwilę krytykować, a nawet z umiarem „gnoić” za wszystko, co stało się w ciągu tych trzech lat. Opisy zacznę alfabetycznie, według listy takiej, jak ta w dzienniku. Niektóre osoby zaszczycę opisami kwiecistymi i wzniosłymi, innym zaś odwdzięczę się tylko w kilku zdaniach. Jeszcze innym napiszę czasem pokaźny pean, bądź pamflecik. Myślę, że 3 lata to wystarczająco dużo czasu by w swojej głowie wykreować własne, prawdziwe, czy też zupełnie mylne wyobrażenie – zdanie na temat każdej osoby z klasy. I to tyle słowem wstępu...
Adam B.
Adama znałem już z gimnazjum za pośrednictwem jego brata ciotecznego Szymona z „widzenia i słyszenia”. Przed liceum wiedziałem tyle, że jest dziwny, a nieraz zabawny do tego stopnia, by stać się niezastąpionym obiektem złośliwych żartów i wyśmiewania. Z takim też założeniem wkroczyłem do nowej szkoły. I rzeczywiście - w pierwszej klasie udzielił mi się Szymonowy stosunek do niego – Adam irytował mnie swoimi zachowaniami, a nawet tym, jak mówił, że wszyscy go wkurw**my. Pod koniec pierwszej klasy, oraz przez całą drugą sprawa ta ulegała powolnej metamorfozie. Częściej go widywałem, powoli nabierałem do jego osoby szacunku. Obecnie Adama bez wahania zaliczyłbym do przyjaciół, ponieważ wiem, że jest mądrym i wartościowym człowiekiem, choć nadal nie jestem w stanie zrozumieć jego nieraz kuriozalnych zachowań, oraz dziwnego toku myślowego obecnego podczas kognicji nowych rzeczy. Swoimi żartami jak i swą osobą Adam nadal mnie bawi, ale już nie w zły sposób. Adam to bezwzględny mistrz narzekania: potrafi narzekać na wszystko i na cokolwiek, zawsze i wszędzie. Do jego zalet mogę zaliczyć wystarczającą do przetrwania znajomość sztuki milczenia - Adam po prostu bardzo rzadko pieprzy głupoty. Konkretnie, szybko i sprawnie - polecam tego allegrowicza.
Weronika C.
Byliśmy w jednej klasie w szkole podstawowej. I cóż mogę powiedzieć o Weronice: od czasów podstawówki rozwinęła się znacznie (pod względem osobowości). Obecnie sprawia wrażenie osoby jeszcze bardziej zdecydowanej, silnej, hardej, niepoddanej w swoich działaniach. Miła i spokojna, ale jeśli trzeba, potrafi być bardzo stanowcza, jeśli nie uporczywa. Z tego właśnie powodu świetnie sprawdza się w roli klasowego skarbnika. Także i swą przyszłość wiąże ze studiami związanymi z księgowaniem, finansami i bankowością. Nie miałem wprawdzie zbyt wielu okazji do jej "osobistego" poznania, ale przypuszczam, że prywatnie jest bardzo miłą, radosną i pełną życia osobą - niekoniecznie zachowującą się na co dzień jak klasowy skarbnik - siejący postrach i pustoszący portfele.
Hubert C.
Wcześniej widziałem go raz, na urodzinach u "Miłosza". Dziwny, czarny, włochaty koleś, pozbawiony zdolności do wykręcania swych rąk o więcej niż 70 stopni. Jego włosy są Ciałem Doskonale Czarnym. Przez pierwsze dwa lata liceum raczej mnie nie obchodził i niewiele z nim rozmawiałem. Dopiero w trzeciej klasie się na tym diable poznałem. Człowiek spokojny ze specyficznym (ale nie złym) poczuciem humoru. Niestety wiele osób zwie go kaszaną, twierdzi, iż mieszka w "Chamowie" i jest wieśniakiem. Oczywiście to tylko żarty. Huga najwygodniej by porównać do „Huga z Polsatu” – tylko głos ma nieco niższy i rzadziej się śmieje. Kiedyś nosił długie włosy, a później afro.
Karolina F.
Karolinkę zaliczyłbym do grupy koleżanek, choć niezbyt dobrze poznanych. Ma duże, ładne... oczy. Tak, bardzo piękne, czarne oczy. Ambitna i pracowita. Od czasu do czasu wnerwia się na Dorotę, co wygląda dość dziwnie i raczej psuję aurę jej osoby. Innym razem, kiedy nieśmiało o coś pyta, jest po prostu słodka. Myślę, że od początku do końca mój stosunek do niej się nie zmienił zbytnio - po prostu lubię ją. Czasem (zwłaszcza na fizyce), wiedza emanuje z nią z taką siłą – iż nawet ona sama nie jest w stanie powstrzymać jej rwących potoków. Niestety, Tadeusz za tym nie przepada. Skromna i trochę nieśmiała – jednak gdy się zakumpluje jest całkiem rozmowna.
Dawid F.
Jestem z Dawidem w klasie 6 rok i myślę, że jesteśmy „friendsami” (choć czasem mnie wnerwi i walnę mu focha). Ma czarnego kota, którego lubi. Skoro lubi czarne koty musi mieć dobre, nieskazitelnie czyste, cudowne serce. Albo być satanistą. Jest śmiały nie w większym stopniu niż ja sam (czyt. jest nieśmiały). Interesuje się gospodarką i polityką, czyli rzeczami, które mnie zupełnie nie obchodzą. Ponadto matematyką i fizyką - czyli przedmiotami, o których sama myśl powoduje u mnie ataki epilepsji. Dawid pije tanie wino (z reguły i tak pije mniej niż Adam) i gra w Lineage MXVCXX (oraz Tibie i Pokemony!!!). W wolnym czasie czyta oferty operatorów komórkowych po to, by potem je wygłaszać na przerwach kolegom z klasy. Jest fanem Samsunga i stanął w opozycji do Klasowego Bractwa Nokii. Lubię go, aczkolwiek gdy go widzę mam ochotę wyrażać sympatię do jego osoby poprzez bicie go. Dawid jest taki fajny i milusi... och... :*
Agnieszka G.
Intrygowała mnie od pierwszych dni wspólnego uczęszczania do liceum – choć muszę się przyznać, że dopiero w drugiej klasie dowiedziałem się jak ma na imię, a w trzeciej – jak ma rzeczywiście na nazwisko i skąd pochodzi. Ma przepiękne, zielone oczy, których widok za każdym razem mnie bezpowrotnie pochłania. Czasem, gdy znajduje się w ostrym świetle, efekt jest dodatkowo potęgowany - wtedy sam nie mogę uwierzyć, że ktoś może mieć tak śliczne oczy. Dość często, kiedy widzę ją siedzącą na przerwie w zamyśleniu, kiedy patrzy gdzieś w dal – wydaje mi się tak niewiarygodnie piękna. U wielu osób podczas takiego zamyślenia na twarzy pojawia się tępa, głupkowata mina czy też nieznośny, wykrzywiający lico grymas. U niej tak nie jest – po prostu serce mi się roztapia gdy ją widzę w tym stanie. Być może myśli wtedy o jakimś wspaniałym chłopaku, klasówce z fizyki, o nowych butach, czy o... właśnie: o czym ona może tak pięknie myśleć? - zapewne tego już nigdy się nie dowiem. Gdy się uśmiecha, moje serce śmieje się razem z nią. Gdy robi złą, groźną minę... także wygląda ślicznie. Poza niezwykłą urodą, ma uroczy głos (tak, wiem, że mało kto zwraca uwagę na cudzy głos): spokojny, lekko drżący, tak niebywale delikatnie brzmiący głos. Dość często sprawia wrażenie niecierpliwej. Zapewne jestem jej zupełnie obojętny (tzn. ma mnie gdzieś), choć Ona taką mi nigdy nie była. Dla mnie jest po prostu urzekająca w każdym, nawet najmniejszym szczególe. Ach – i ładniej jej w kitce.
Magda G.
Magda Górska aka Magdeburska (choć chyba tylko ja używam tego pseudonimu). W pierwszej klasie – nie wiedzieć czemu – trochę się jej bałem. W drugiej dostrzegłem, że jest ambitną, dążącą usilnie do celu (którym są w głównej mierze dobre wyniki w nauce) dziewczyną. Nieraz niektóre osoby złośliwie komentowały jej „zakuwanie” – choć termin „nauka” jest tu milej widziany. W rzeczywistości chyba każdy chciałby mieć tyle talentu i ambicji co ona. Zdaje się być „dobra ze wszystkiego”. Czasem mówi dość niewyraźnie, co stało się jej rozpoznawalnym znakiem towarowym. Zbyt rzadko się uśmiecha. Podobno ma już dokładnie zaplanowaną przyszłość: studia, pracę, zaręczyny, ślub, dziecko – co oczywiście mnie przeraża. Jest przyzwoitą, spokojną, wyrafinowaną i bardzo mądrą osobą.
Tomek J.
Brązowooki blondyn. Jeden z najlepszych uczniów w klasie. Zdolny, inteligentny i dość ambitny człowiek. Niestety nieprzeciętny gaduła, wodolej i nieprześcignięty prawca najrozmaitszych farmazonów. Swoimi rzekomo-zabawnymi (wprawdzie mieszczącymi się w granicach przyzwoitości) żarcikami – mało kogo bawi, a nieraz po prostu irytuje i wyprowadza niejednego człowieka (w tym mnie) z równowagi. Zawsze i wszędzie, a szczególnie na lekcji chciałby wcisnąć swój olśniewający komentarz. Komentarz, który najczęściej sprowadza się do oblepienia w stek zbędnych słów jednego, małego szczegółu, który na dobrą sprawę - także jest zbędny. Tak go widziałem przez pierwsze dwa lata liceum. W klasie trzeciej znacznie się uspokoił: już nie obstawia sobie za główny cel zwracania na siebie uwagi (a może nigdy tego nie robił? - może to była tylko moja nadwrażliwość wobec tych spraw). Wcześniej cecha ta strasznie psuła obraz jego osoby, jednak ostatnimi czasy, kiedy jest po prostu „całkiem normalny” – z przyjemnością można z nim porozmawiać i znaleźć wspólną płaszczyznę do dyskusji.
Przemysław J.
Sześcioletni chłopiec uwięziony w ciele olbrzyma. Wielkiej, lekko zaokrąglonej postury kolos - potomek słynnego na wiele wsi Napełniacza Gaśnic. Zazwyczaj zdaje się być z nauką na bakier - jednak gdy się przyłoży, potrafi osiągnąć wiele. Niestety zazwyczaj ulega reszcie „Jacków” i zamiast nauki wybiera... Japę. Potrafi „robić bekę” nawet w najmniej odpowiednich momentach, odgrywając swą rolę doprawdy pokazowo. Jego głośny, bestialski śmiech skruszy nawet ściany schronów przeciwatomowych. Swym zachowaniem nie wnerwia jak Tomek, a i jak on czasem potrafi być poważny. Nie jest taki zły, na jakiego czasami mógłby wyglądać.
Ewelina K.
Ewelina, Tatiana, Ksena Wojownicza Księżniczka - laska Herkulesa, waleczna amazonka. Jeśli tego sytuacja wymaga – wygadana i zdecydowana. Pracowita, solidna i pewna siebie (a nawet pyskata) . Resztę czasu raczej spokojna i pozornie cicha. Czasem wydaje się być lekko złośliwa, co udziela się również rozmówcom (zwłaszcza męskim). Zazwyczaj usiłuje postawić na swoim (zaleta). W rozmowie konkretna, niegłupia. Bardzo nie lubię gdy na informatyce ogląda serwisy typu „nasza-klasa” i komentuje wygląd wszystkich po kolei, jakby to ona właśnie miała być tym, kto decyduje czy dane osoby są okazami piękna, czy kompletnymi brzydalami. Sprawia wówczas wrażenie pospolitego plociucha.
Bartek K.
Syn Mamy Bartka. Nieustannie głodzony przez swą rodzicielkę, bity przez kolegów z klasy, a nawet przez nauczyciela WFu zamyka się w sobie. Nieraz grypsuje z Pablem. Ma kolczyk w uchu, oraz dziwny tick nerwowy. Ostatnimi czasy dość pyskaty wobec nauczycieli. Do końca nie wiadomo czy umie czytać, a nawet, czy w ogóle umie mówić. Imprezowicz należący do ekipy „Jacków”. Nie wiem o nim prawie nic, ale nad tym zbytnio nie ubolewam.
Magda K.
Madzia z pewnością zalicza się do grupy najsympatyczniejszych osób w klasie: zawsze miła i uśmiechnięta potrafi każdego wprawić w dobry nastrój. Jej łagodny uśmiech oraz przyjazne spojrzenie mówią tu same za siebie. Dodatkowo, do tych przemiłych cech zewnętrznych dochodzi (jak myślę) nieprzeciętna wrażliwość. Głos też ma ładny, a niewielkie trudności z wymawianiem słowa „rabarbar” uroku jej wcale nie ujmują. Zdaje się być troszeczkę nieśmiała. Z obecnym zasobem wiedzy na jej temat mogę stwierdzić przede wszystkim, że jest niezwykle sympatyczna. Ma ładny, aczkolwiek dla mnie zupełnie nieczytelny charakter pisma. Często się czubi z Agnieszką, podobnie jak ja z Dawidem – czyni to jednak w znacznie bardziej spektakularny sposób. Podobno ma ukryty talent plastyczny.
Dorota K.
Znana także pod pseudonimem „Doda” – jednak nie sądzę by ta ksywa miała jakiekolwiek powiązanie z tak lubianą przez wszystkich piosenkarką. W pierwszej klasie polubiliśmy się nieco ponad normę. Jednak, jako że przeżywałem wówczas ciężki okres, nasza „przyjaźń” szybko legła w gruzach. W tym roku odkryłem u Dorotki hipotonię i tym samym uratowałem jej życie – musi być mi za to cholernie wdzięczna. Uważam, że Dorota nie jest w klasie osobą przez innych zbyt dogłębnie poznaną: poza publicznie ujawnionym talentem plastycznym, pozorami swych zachowań może wyrobić u potencjalnego obserwatora raczej złe zdanie. Do cierpliwych nie należy, chwilami bywa dość nerwowa i nadgorliwa, a przez to – definitywnie wnerwiająca. Jeśli chodzi o życie towarzyskie, to trzeba uważać na ewentualne obrażenia, pochodzące z jej strony: Dorota ma zupełnie niedziewczęce, zadziorne poczucie humoru, coś ala „koński podryw”, co zupełnie do niej nie pasuje. Mimo tego, jest osobą dość towarzyską, a i jak się okazuję niezwykle współczującą, wrażliwą i miłą. Do tego dochodzi jej niemała wylewność. Niestety nietrudno zauważyć, iż chwilami jest po prostu zbyt wrażliwa i podatna na stres. Niestety muszę wytknąć jej jeszcze jedną wadę – słabo zabiera się do swoich planów, czego dowodem może być kurs na prawo jazdy trwający już 10 miesięcy.
Szymon L.
Szymon to osobnik, z którym jestem w jednej klasie już trzynasty rok. Pomijając zerówkę, podstawówkę i gimnazjum, licealny obraz Szymona mógłbym podzielić na dwie części: na dwa pierwsze lata, oraz odseparowaną klasę 3. Pierwsza z tych epok charakteryzowała go dość silnym zżyciem z naszą „małą paczką”. We dwójkę zaś kręciliśmy mało ambitne filmy, a czasem nawet grywaliśmy na instrumentach. Na przełomie klasy 2 i 3 drogi nam przyjaciel znacznie się od nas oddalił: znalazł sobie nowe towarzystwo, znacznie się zmienił. Do nas nawet zbyt chętnie się już nie odzywa. Wracając jednak do ogółów, do zalet Szymona dopisałbym: fakt posiadania fajnych rodziców, długie włosy, zainteresowanie programowaniem, absurdalne poczucie humoru oraz nieprzeciętny talent muzyczny. Do wad to, że programuje dla Rufusa, oraz, że nigdy zbytnio nie przepadał za Adamem. Aktualnie mogłoby się wydawać, że nie przepada za kimkolwiek z „nas”. Jednak ostatnio na nowo zaczynam odnajdywać wspólną płaszczyznę porozumienia z nim. Podsumowując, tym że się „odłączył” nie robi nikomu nic złego – zdaje się być po prostu bardziej neutralny niż kiedykolwiek.
Dominik M.
Gdy na niego patrzę, przychodzi mi na myśl tylko jedno określenie: Don Juan De Marcol. Palców by mi brakło, gdybym miał zliczyć dziewczyny, z którymi się obściskiwał w przeciągu tych trzech lat. Jego definitywną fajność należy rozumieć przez sam fakt posiadania długich włosów, których nie ścinał od 7 lat. Nosi się na czarno, ma zarost, przez co mogłoby się zdawać, że jest typowym metalowcem – nic bardziej mylnego! Dominik od ostrzejszej muzyki stroni, pozostając wiernym fanem legendarnych gwiazd rocka. Uczęszcza do szkoły muzycznej od wielu lat, gra na pianinie, gitarze oraz śpiewa. Człowiek o spokojnym usposobieniu, z którym można ciekawie pogadać. Bardzo bawią go moje żarty. Niestety zbyt bardzo – zazwyczaj chciałby się nimi ze wszystkimi naokoło podzielić. Sam niestety zbyt bawiącego poczucia humoru nie ma. Ma za to zacny samochód, co zapewne jest główną przyczyną jego niemal zawsze widocznej pogodności. Pomimo, że w jego osobie jest coś z Zorro, Casanovy i Don Juana, niepokoi mnie fakt, iż posiada dziwne, małe notesiki z planem lekcji, czy notatkami co ma zrobić – zupełnie jak moja młodsza siostra – wiem, że nadal nosisz je tam w plecaku!
Tomek N.
Chłopiec o wyglądzie anioła, promieniujący niebiańską niewinnością, dobrocią i skromnością. Jednak jak się okazuje – wprost spod anielskiego włosia wyrastają najprawdziwsze, diabelskie rogi. Tak – Tomek swym wyglądem stwarza wrażenie osoby niewyobrażalnie niewinnej, niepozornej i spokojnej. Posiadając nieprzeciętny talent aktorski, nieraz sam potęguje swą czystość i bezbronność. Jednak zazwyczaj używa swego talentu w innym celu – do zabawiania innych. Jest niezastąpionym komikiem: potrafi nieraz całą godzinę lekcyjną opowiadać żarty, jeden po drugim, a cała klasa słucha go z wielkim wytchnieniem. Nie stroni także od mniej przyzwoitych kawałów, czy dopowiedzeń. Niestety, owe wymykają mu się w najmniej odpowiednich momentach, przez co potrafi sobie nagrabić u niejednego nauczyciela na tyle, iż represje z jego strony dotykają go przez długie miesiące. Tomek to człowiek niegłupi, aczkolwiek, na swoją niekorzyść – strasznie leniwy. Gdyby się bardziej przykładał do czegokolwiek co robi i bardziej kontrolował tak lubiane przez wszystkich poczucie humoru, stałby się klasową alfą i omegą (chociażby w nauce). Niestety dość olewczy stosunek do nauki umiejscawiają go wśród ostatnich z rankingu klasowego. Pomijając jednak szkołę, nie znam go zbytnio. Wiele osób podejrzewa, że do tej pory nie przeszedł mutacji. Jednak mniejsza i o to. Tomek uprawia dość widowiskowy sport – Free Running, posiada ogromny talent rysowniczy oraz imprezuje z kolegami. Gdyby nie wcześniej wymienione mankamenty tego osobnika, nie mógłbym mu absolutnie nic zarzucić.
Piotr N.
Nowiś jest mym rzekomym kuzynem, choć czasami usilnie się tego wypieram. Zdecydowany i pewny siebie – sprawia wrażenie kogoś, kto dokładnie wie czego chce. Ponadto inteligentny, ambitny, wygadany – a nawet – i „niestety” – rozgadany. Swą wprost obleśną gadką potrafi zirytować i zniesmaczyć niejedną osobę z klasy. Jaki ma ku temu powód? Myślę, że to kwestia osobowości, choć na pierwszy rzut oka mogłoby się zdawać, że po prostu próbuje zwrócić na siebie uwagę. W rzeczywistości jest całkiem normalny i ułożony. Do niedawna uprawiał kolarstwo, jednak z powodu kontuzji spowodowanej treningami zaniechał swej pasji.
Lidka O.
Osoba niezwykle cicha, skromniutka i delikatna – zupełnie jak niepozorna myszka. Jednak kto wie – jak mówi stare przysłowie: „Cicha woda brzegi rwie”. W przeciągu tych trzech lat prawie w ogóle się na niej nie poznałem, jednak mam pewność co do tego, że jest osobą ułożoną, ambitną, pracowitą, a przede wszystkim miłą, a przez to – godną zaufania i uwagi.
Rafał O.
Złotowłosy Mikołaj, The Ruffus, właściciel wielkiej machiny, jaką jest c17. Rafał to jeden z najlepszych uczniów w klasie. Obawiam się, że jeśli by się wystarczająco starał, potrafiłby być pierwszy – i to z każdego przedmiotu. W trzeciej klasie dostał pierwszą pałkę, co było szokiem nie tylko dla niego, ale i całej klasy. Istnieją podejrzenia, że Rafał jest Amerykaninem – co by mogło tłumaczyć jego chyba najlepszą z grupy znajomość języka angielskiego. Za to go respektuje. Za co można jeszcze go lubić? Z pewnością za zawsze aktualną znajomość nowinek technicznych i sprzętu komputerowego, za jego przedsiębiorczość, oraz oczywiście – za telefon z Symbianem! Co mi u Rafała się nie podoba? Jego wręcz odpychająca komercyjność, trzepanie grubej kasy na interesach tibio-pochodnych, oraz czasem traktowanie innych dość odgórnie, wywyższanie się ponad nich. Ponadto jest zwolennikiem Microsoftu, co wywołuje u mnie napady szału. Jest osobnikiem niezbyt solidaryzującym z klasą, a jak już – uznaje to za przykrą konieczność. Rafał nadal nie wie, jak miała na imię jego partnerka ze studniówki.
Hubert P.
Jacek, syn Jacka. Cwaniak z bańką w nosie. Nieodpowiedzialny, rozpuszczony i rozwydrzony bachor, który swym zachowaniem nieraz już wyrządzał szkody całej klasie. Do osób najmądrzejszych zdaje się nie należeć. Skandaliczny numer, którym zabawi kolegów jest w stanie wykręcić z premedytacją w każdej, nawet najbardziej nieodpowiedniej chwili. Poza „numerami” w swym menu ma także prostackie i chamskie zachowania ot „na pokaz”. Podobno jestem jego daleko-spokrewnionym wujkiem, lecz za taką rodzinkę – dziękuję. Podpadł mi i tyle.
Łukasz P.
Dość małomówny, dziwny, sarkastyczny jak papier ścierny dwudziestka, małogłowy jegomość. Przyjaciel Damiana. Trudno mi powiedzieć jaki jest. Poza tym, że czasem sprawia wrażenie niezbyt miłego – w niczym mi nie podpadł. Neutral.
Marcin R.
Z Rudym wcześniej miałem styczność jednorazowo, w gimnazjum – sprawił wówczas na mnie dobre wrażenie - osoby spokojnej i cichej. Do liceum przybył z włosami długimi na tyle, iż przez pierwsze tygodnie klasa miewała trudności z określaniem jego płci. Marcin był spokojny, ba, nawet dość miły – niewiele się zmienił od czasów gimnazjum. Niestety, pod presją kolegów, tudzież może ze znudzenia – ściął włosy. Moment ten okazał się przełomowy – w młodzieńca wstąpił szatan! Od tej pory jego znakiem rozpoznawczym stały się chamskie, docinające odzywki, którymi chętnie obrzucał każdego, sprawiając nieraz niemałą przykrość. I na dobrą sprawę ten stan rzeczy utrzymywał się aż do trzeciej klasy: tu, podobnie jak większość innych „buntowników” zaczął się powoli wyciszać i uspokajać. Obecnie raczej rzadko kogokolwiek obraża, a nawet – ma unikalny, ciekawy sposób bycia i poczucie humoru. Herkules, podrywa Tatianę.
Piotr S.
Śniecho to jedyny okaz w swoim rodzaju w całej klasie. Majster pierwsza klasa, fizyk, nieustraszony elektryk, mechanik, spawacz, operator wszelkiego młotka i wiertarki – znawca każdego fachu. Codziennie siedzi do późna w nocy ze spawarą, przez co następnego dnia wpada do klasy pod koniec pierwszej lekcji naświetlony i zaspany. Resztę lekcji spędza na wżeraniu pasztetu z bułką, kimaniu w pozycji siedzącej, bądź leżącej na ławce. Na szkolnych imprezach Śniekson po prostu tańczy. Piotrek swoimi nietypowymi, lekko przymulonymi zachowaniami potrafi rozbawić każdego, nawet tak zatwardziałych osobników jak nauczyciele fizyki. Poza zainteresowaniem elektroniką i mechaniką, fascynuje się także motocyklami, samochodami – a przede wszystkim – ich „ujeżdżaniem”. Cóż mogę o nim więcej powiedzieć – jeden z najrówniejszych gości w klasie.
Ewelina T.
Do pokrewieństwa z Eweliną przyznaję się już bez takiej niechęci jak w przypadku Jacka. Ona zresztą też nie ma z tym problemów. Jest dla mnie trochę jak starszy brat, choć (jeszcze) nigdy mi nie nakopała. Jest z pewnością ambitna i pracowita, aczkolwiek bardzo podatna na stres. Pod jej kamienną miną w rzeczywistości często kryje się niezła panika (zwłaszcza jeśli chodzi o fizykę). Bardzo skromna i cicha. Z pewnością chciałaby bym napisał o niej coś więcej, ale niestety zbyt dobrze się znamy – musiałbym napisać o niej oddzielną książkę.
Edyta T.
Eda chcąc czy nie chcąc – sprawia wrażenie świetnego kumpla. Swą energicznością, radosnością a przede wszystkim sympatycznością wzbudza zaufanie i pozytywnie mnie „nakręca”. Na jej sympatyczność składa się chyba każdy szczegół w jej osobie i sposobie bycia: miły uśmiech, rozmowność, a przede wszystkim to, jak się porusza. Naprawdę rzadko można widuję ją w złym humorze. Z klasy wyróżnia się nieprzeciętnym talentem tanecznym. Wady? - O Edysi nie mogę powiedzieć ani jednego złego słowa.
Ania W.
Z Anią uczęszczałem do jednej klasy przez całą podstawówkę. Z tamtego okresu zapamiętałem ją jako drobną, jasnowłosą dziewczynkę, która zawsze zajmowała pierwsze miejsce w klasie – jeśli nie szkole – pod względem nauki. Była po prostu niewinnym aniołkiem, niesplamionym jakimkolwiek karygodnym zachowaniem. Po trzyletniej przerwie ponownie spotkaliśmy się w jednej klasie, jednak już w zupełnie innym otoczeniu i warunkach. Ania nadal jest niezwykle szczupła, lecz przez te kilka lat do jej postury dołączyło się kilka dość oczywistych atutów. I to nawet do tego stopnia, iż drogą koleżankę można by bez wahania uznać za wzorzec kobiecości. Z nauką zdaje się być nie gorzej niż za czasów szkoły podstawowej. Co do samego charakteru, to trudno mi Anię jak i kogokolwiek oceniać w sposób jednoznaczny, ponieważ faktem jest, iż nikt nie jest statyczny i choćby przez trzy lata liceum ulega znacznym zmianom. W pierwszej klasie mój stosunek do niej był jak najbardziej pozytywny – do chwili gdy się nie dowiedziałem co ona tak naprawdę o mnie myśli. Jej słowa, choć zacytowane przez koleżankę, dotkliwie mnie zraniły, pozostawiając gorejącą ranę na długie miesiące. Podejrzewam, że ten układ rzeczy mógł ulec do tej pory zmianie. Od czasu do czasu przeprowadzimy wspólnie dialog, na temat niekoniecznie związany ze szkołą. Od czasu do czasu nasze spojrzenia spotkają się i... ach. de facto – Ania oczy ładne ma, ale nie rozumiem widniejącego w nich wówczas zakłopotania – a może to strach? Czyżby wiedziała o mnie coś więcej niżbym tego sobie życzył?
Arkadiusz W.
Cioufa, siłacz postury tego już prawdziwego, mitycznego Herkulesa. 140 na klatę, rajdowy Bobik – i każda laska jest jego. Arek z pewnością nie jest kolejnym, bezmózgim mięśniakiem. Poza znakomitymi wynikami z WF-u może się poszczycić wieloma sukcesami między innymi z dziedziny fizyki. Imprezowicz. Poza lekkim odsuwaniem nauki na boczny tor, nie mam mu nic do zarzucenia – spoko z niego kumpel.
Maciej W.
Wróbel sprawia wrażenie luzaka – i tak rzeczywiście jest, ale niestety w zbyt wielkim stopniu. Maciek chyba sobie olał swoją przyszłość: studiami zbytnio się nie przejmuje, zakładając, że pójdzie na prywatne, a zasponsorują go rodzice. Kiedyś był dość pyskaty wobec nauczycieli – obecnie od czasu do czasu potrafi nawet sprawić miłe wrażenie. W nauce zbyt na zbyt uczciwego nie wygląda, czego fakt niektórych nawet denerwuje.
Paweł W.
Syn Sami Wiecie Kogo. Człowiek bez wątpienia jedyny w swoim rodzaju: o dość kuriozalnych zachowaniach, odruchach, a nawet samym wyglądzie. I przez to właśnie jest fajny. Fotograf i grafik komputerowy z wyższej półki. Chwilami dość ciężko się z nim się dogadać. Nie mogę o nim nic więcej, jak i nic złego powiedzieć.
Kasia Z.
Właśnie z nią miałem przyjemność siedzieć w pierwszej ławce na pierwszej lekcji w liceum (którą była fizyka). Ironicznie mówiąc – od tamtej pory jej nie widziałem przez najbliższy rok. Nie sposób ukryć, że w przez pewien czas Kasia chodziła do szkoły „w kratkę”. Ale pomijając to, z ręką na sercu muszę przyznać, że ją podziwiam. Za co? Poznawszy trochę jej życie, nietrudno dojść do wniosku, że jest osobą niezwykle silną. Przeszła w ciągu ostatnich lat naprawdę wiele – ale ze wszystkiego wyszła zwycięsko. Wydaje mi się, że obecnie Kasia wychodzi na prostą, znalazła chyba nawet miłość. Ogólnie jest osobą o przemiłym, łagodnym charakterze, choć była niegdyś dość smutnawą i zamkniętą w sobie.
Damian Z.
Zielińś – założyciel Klubu Sokolczak, szatan oraz pyskaty cham. Tak można by go ocenić z powierzchownych obserwacji. Oczywiście, po raz kolejny – i tu zapewne staje się to nudne – pozory mylą. Człowiek niebywale mądry i inteligentny. Mimo nieraz wprost skandalicznego zachowania, pijaństwa i rozpusty, którą wokół siebie szerzy, to jeden z najlepszych uczniów w klasie. Od czasu do czasu się połamie, w międzyczasie zaś wypije. Podobnie jak Śniecho, ma zadatki na kierowcę rajdowego. Razem ze swoją ekipą bawi się w dość nieprzyzwoity i niezdrowy sposób. Cóż – przynajmniej umie się bawić. Jak się okazuje, nie zawsze był taki jak jest teraz, a dokładniej – był zupełnym przeciwieństwem aktualnego siebie. Lecz nie ja tu jestem od opowiadania żywotów cudzych.
Epilog
Powyższym tekstem nie chciałem nikogo zbyt dotkliwie obrazić, a jedynie podzielić się moim poglądem na jego temat, więc jeśli ma pretensje, że jego opis wygląda inaczej niżby tego chciał – niech ma je do samego siebie. Ewentualne groźby pobicia, spalenia domu czy śmierci proszę kierować telefonicznie, pod numer 997.
Celem uniknięcia zemsty ze strony kolegów z klasy, dopisuję po pierwszym dniu ukazania się „Wypominek” następujący komentarz: Przemek oczywiście na Japy nie chodził – w drugiej klasie miał najlepszą frekwencję z całej klasy. Jacek jeszcze nie zniszczył mi samochodu – więc istnieje podejrzenie, że nie jest taki zły jak go opisałem. Rudy na Ksenę nie leci, a jedynie czasem się z nią czubi.
Ponadto „Wypominki” napisałem „O klasie” i „Dla klasy”. Nie dla siebie, nie dla wychowawcy czy nauczycieli, nie dla bezdomnych psów, chórku kościelnego, czy całej reszty świata. Ich sens ma leżeć właśnie w subiektywności. Gdybym miał ochotę napisać je „dla każdego” – zrobiłbym to. Jednak miałem powody, by pisać je w taki sposób – dla kolegów i koleżanek z klasy.
Koniec i bomba, a kto nie słuchał ten trąba!
|